Szarlotka z jabłkami od dziadka z Jedlni. Objechały z nami Radom i Warszawę. Na kruchym cieście. I rooibos truskawkowy od Renaty. W sam raz na ten deszcz, który nadciągnął po południu. Plus jakiś dobry film, który Marek na pewno odnajdzie gdzieś na dysku. Albo książka - aktualnie Murakami...
Wiem - jestem monotonna. Lubię umilać sobie życie. A nawet powiem Wam - muszę umilać sobie życie. Jeśli nie oderwę się od swoich zmartwień - zwariuję. Czuję, że szala zaczyna się przechylać w stronę smutku - więc działam, póki mam na to siłę. Dziś pasuje do mnie zdanie, które znalazłam w opisie znajomej na gadu-gadu: "Uśmiech nie zawsze wyraża radość - czasem ukrywa największy ból".
Świat wg Nohavicy - Robinson.
OdpowiedzUsuńZgadłam:)??
Renata
Taaaak - Jaromir Nohavica w tłumaczeniu Antoniego Murackiego... ;)
OdpowiedzUsuńLubię tę piosenkę - ale do tej notki pasuje tylko motyw cynamonu - reszta ani trochę ;)
Ściskam Cię mocno :) ;****
Dobrze znam te stany ducha:( . Najgorzej gdy nie ma czasu na to, żeby sobie umilić życie książką, filmem, spotkaniem, bo cały czas życia pochłania nudna praca. A smutek zostaje, rośnie i nas drąży:(( Przestajemy być i już nie widać żadnego sensu :(
OdpowiedzUsuńA ja właśnie poszukuję pracy. Może być nawet nudna. Może się zamienimy...? ;)
OdpowiedzUsuńBardzo chętnie ;)). Też długo byłam bez pracy. Jej znalezienie nie zmniejszyło żadnego z moich zmartwień (prócz tego, że umrę z głodu;), wręcz przeciwnie. :*
OdpowiedzUsuń