27 maja 2015

Ja wysiadam

Kryzys:

- proste, codzienne czynności stają się niemożliwymi,
- plany i marzenia całkiem realne, jakie popychały do przodu - stają się nieosiągalne i śmieszne,
- to, co u innych podziwiałeś, wywołuje zazdrość,
- to, co inspirowało i motywowało u innych - niszczy, osłabia i sprawia, że czujesz się absolutnym zerem,
- nie dostrzegasz tego, co masz,
- przestajesz się cieszyć tym, co masz,
- brzydnie i maleje to, co wcześniej dawało wielką radość,
- płaczesz, szlochasz, beczysz,
- małe rzeczy wyprowadzają cię z (tymczasowej) równowagi,
- w każdym kącie widzisz kupę niedociągnięć,
- przeszkody się wypiętrzają, przyjemności znikają,
- chcesz zniknąć, zasnąć, zamykasz się w sobie,
- uważasz, że nie zasługujesz na radość,
- nie doceniasz tego, co umiesz, widzisz tylko to, czego nie potrafisz,
- chciałabyś się odbić od dna, ale ciągle spadasz, a dna nie widać...

I tak u mnie od kilku dni. 

Wypaliłam się, przestałam ogarniać, nadążać, rozsypałam się i nie mogę pozbierać jak ta pogoda za oknem, jak maj, który nie jest majem. Ja nie-ja. Miałam w planach wielkie świętowanie swojego pierwszego Dnia Matki, a nawet nie pościeliłam wyra, nawet nie podlałam kwiatów, jak zwykle we wtorki.

Dobra wiadomość jest taka, że widzę dno, więc może się odbiję...? 

Przydałaby mi się jakaś solidna terapia/rekolekcje/odmiana/choćby jakiś notes, w którym będę pisać o swoich mocnych i słabych stronach. Tylko kiedy...?

11 maja 2015

Chce mi się płakać


Wybraliśmy ją, bo miała najkrótszy ogonek. Potrzebowaliśmy samczyka dla Klarusi, po tym, jak umarł nam Teoś... No i długo byliśmy przekonani, że to samiec - dziobek miała niebieski, polubiły się z Klarą, zalecały się do siebie, a nasze doświadczenie w rozpoznawaniu płci u papug było wówczas niewielkie. Aż do zniesienia przez naszego samczyka jajek - i to akurat na Wielkanoc 2010... Więc nie Ćwirek, a Ćwirusia. Nasza najbardziej oswojona papużka, narzeczona Tijusia, z którym zmajstrowała dwójkę piskląt: Pimpka i Tośka. Była dobrą i cierpliwą mamą. Dzięki niej mogłam z naprawdę bliska obserwować CUD ptasiego macierzyństwa. Ciekawska, ostrożna, odważna, szukająca nowych ścieżek w naszym dawnym piwnicznym pokoju. Była z nami sześć lat.

Odeszła od nas wczoraj. Wieczorem znalazłam ją martwą na dnie klatki. Od dawna świszczało jej w czasie oddychania, ale jej ogólny stan był w miarę stabilny, nie zauważyliśmy wielkiego pogorszenia. Tak było już od dłuższego czasu. Jeszcze przedwczoraj mówiłam do Marka, że muszę obciąć jej pazurki... 

Mówię sobie, że już się nie męczy, nie cierpi. Ale nie mogę sobie wybaczyć, że nie było mnie przy niej, kiedy odchodziła. Że nie umarła mi w dłoni, że po prostu spadła na dno. Może to głupie, ale tak właśnie czuję.

Żegnaj, Ćwirusiu. Wierzę, że istnieje takie niebo, w którym się spotkamy, choć byłaś tylko ptakiem. Wierzę! Leć swobodnie dalej! Ślicznie Ci w niebieskim...