Księżyc w moim oknie schodzi coraz niżej (pierwsza kwadra - tak jakoś), jego blask jest tłem dla majestatycznych chmur - ależ szybko biegną! Piękny, monumentalny widok.
Hania śpi, przed momentem karmiłam, a jeszcze wcześniej kupa - fajnie, fajnie! Nie ma, że lirycznie, że księżycowo - teraz jest kupa i to są dopiero emocje!
W oderwaniu chwilowym od tych emocji, w rzadkim sam na sam z klawiaturą (choć 'rzadki' się mi znów skojarzył z tą kupą), z Naszego Domu czułe myśli kieruję do tej samej nocki osiem lat temu - nocy wyznań i decyzji, nocy, od której liczymy nasze bycie razem...
Dziękuję nieustannie i wciąż za tamtą chwilę, co zmieniła bieg wydarzeń (jeśli kogoś kochacie, to po prostu mu o tym powiedzcie...) i doprowadziła nas w to miejsce - przed to okno z księżycem obok dziecięcego łóżeczka. Tyle zbudowaliśmy. Tyle piękna, tyle radości. Jest za co dziękować.
Nie mów, że jak Basia Wołodyjowska pierwsza nie wytrzymałaś. Dla mnie miłość to nadal abstrakcja, a księżyca o dziwo nie widzę... :( bez sensu, za to jest dobra ksiażka, więc od razu lepiej ;)
OdpowiedzUsuńAleż tak - dokładnie. Widzisz, na coś się przydała jednak człowiekowi ta literatura, ten idealizm młodzieńczy, Ci bohaterowie, których się podziwiało i kochało... ;) [i nadal kocha!]
UsuńOj, książka zawsze jest dobra, czy jest pełnia, czy kwadra, czy nów... ;) ;***
Nie martw się, ukonkretni się w swoim czasie!
O kuuuurczę, mam nadzieję, że mi kiedyś opowiesz. Mój Mistrzu!!
Usuń:) pewnie, pewnie :)
Usuń:*
Oleńko, ależ Wam pięknie!!! Gratuluję z całego serca :))
OdpowiedzUsuńHania jest ślicznym spełnieniem marzeń :)
Dziękuję...!
Usuń:-)