Zagubić się, zatracić w takim świecie. Nim zieleń ściemnieje, błękit wyblaknie, ptaki ucichną. W natchnieniu nieustającym spaceruję po ogrodzie. Upajam się wieczorami o zapachu skoszonej trawy, bzu i chmur. Soczyste barwy rozlewają mi się w duszy, gdy słyszę śpiew kosów, konkurujących o najpiękniejszą pieśń dziękczynną o istnieniu. Mam zielone stopy, dłonie i kolana. Słońce przebija się przez parszywą skorupę. Radość małych rzeczy jest większa niż smutek spraw wielkich. Łagodzę smutki miękkością trawnika pod stopami. Jestem jak wrażenia, które odbieram - przelotna i wątpliwa. Spycham siebie na margines. Unieważniam.
Zapomniałam o sobie.
Tak jest dobrze, tylko ostatnio nie mam o czym pisać.
Pięknie, bardzo poetycko napisane. Wiosna wydobywa się na pierwszy plan. Pozdrawiam serdecznie! :)
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuńOleńko... skoro są małe radości, to znaczy, że dobrze jest. I mądrze. Bo małe radości muszą być ważniejsze od wielkich smutków, by żyć, by każdego dnia zmagać się ze światem.
OdpowiedzUsuńA pisanie... czasem przychodzi i wtedy splatasz słowami piękne obrazy, jak tu :)
Pozdrawiam ciepło
Dobrze jest. W miarę stabilnie. Tylko trochę mi niepewnie, bo ostatnio przekonałam się, że zaufanie wyłącznie do tego, co na zewnątrz, jest zwodnicze.
OdpowiedzUsuńDzięki ;)