19 lutego 2009

co z Ćwirkiem

...a z Ćwirkiem - hmm... lepiej, choć to teraz trochę inny ptaszek. Słabiutki, mniej śpiewa, mniej fruwa, szybciej się męczy, bardzo schudł - same kości i piórka. Przeżył krytyczny okres, nawet pięć dni po wypadku drgawki ustąpiły zupełnie. Później niestety wróciły, a dwa dni temu ustały i mam nadzieję, że już nie wrócą. Gdyby tak słońce, gdyby tak ciepło - a tu co? Niże, śniegi, chmury... A papugi to najczulsze barometry: nawet nadpobudliwa Klarysa drzemie całymi dniami.
W każdym razie - nasz mały pacjent jest pod pilną obserwacją i zrobimy wszystko, żeby odzyskał siły. Na razie odzyskał apetyt, więc wszystko na dobrej drodze.

13 lutego 2009

Bo czasem proste rzeczy nie wychodzą...

...na przykład takie placki ziemniaczane. Bo ja tak zawsze wszystko na oko, a oko moje w dziedzinie kulinarnej to nie jest najprecyzyjniejsza miara... Efekt:

Marek (chcąc mnie pocieszyć): -Bardzo dobre! Tylko mało słone. W ogóle jakby niesłone. Trzeba tylko dosolić, poza tym są bardzo smaczne!!!
Dominik (najbardziej szczery): -Fuj, jeszcze nie jadłem tak niesolonych placków. Z tym sosem* nie czuć tak bardzo, ale naprawdę paskudne.
Paweł (dyplomatycznie): -No zjadłem przecież!! Tylko trochę za słone.**
Tata (zwrócił uwagę na konsystencję): - No te placki dobre były, tyle że trochę takie podeszwy.
Piesek: nie narzekał.

* sos pieczarkowy. ((Powodowana sentymentem do pewnego baru mlecznego, w którym zajadałam placki ziemniaczane z sosem pieczarkowym, postanowiłam zaserwować je dziś rodzince. Niestety sos mało przypominał pieczarkowy, choć pieczarki były w nim obecne. Złe jakieś proporcje chyba -.-))
**Paweł miał już wersję poprawioną: czyli dosoloną...

Poza tym stworzyłam też dzisiaj pomidorową, która była inne niż pozostałe pomidorowe, które w życiu stworzyłam i makabrycznie rozgotowałam ryż.

To chyba ten 13 i piątek w dodatku. W takie piątki powinna obowiązywać dyspensa dla takich, jak ja. Kotlety robię bezbłędnie!!!