Moja ostatnia wzmożona aktywność na blogu wbrew pozorom świadczy o tym, że jednak mam co robić. A może lepiej - że powinnam coś robić, zamiast blogować :) Jutro Oleńka zamierza pójść na egzamin. Zamierza. Co prawda czyta coś sobie bardzo spokojnie i bez nerwów (stanowczo zbyt spokojnie) i nic jej w tej rozkojarzonej łepetynce nie zostaje. Chyba jestem już za stara na studiowanie i w ogóle - stara, choć gdy wczoraj mówiłam o tem Hannie (już nie Gie, ale eM ^^), ta pocieszała mnie przez popularny komunikator tymi słowy: "-Ola, póki ryjesz, jesteś młoda. Póki możesz, przeciągaj tą sesję w nieskończoność!". Tak też uczyniłam (choć nie miałam w tej chwili za bardzo wyboru....:) i napisałam do Pana dra P. D. maila z prośbą o przeniesienie moich dwóch zaliczeń na czas złotej polskiej jesieni, (ale nie uzasadniłam tej prośby faktem, że czuję się przez to młoda :)) ). Trzeba jakoś się jeszcze wysilić na jutro i sklecić na sobotę pracę na etykę społeczną (proszę, niech ktoś mi wymyśli jakiś temat!! o_o). I będzie po krzyku, trzeba na serio zając się przygotowaniami do ślubu i troszkę bardziej skupić na moich nieszczęsnych jazdach...
A tak w ogóle to nie mam się z tego wszystkiego komu porządnie wygadać - komuś takiemu, jak np. R., G., H., L., albo G. - wszystkie siedzą w Krakowie, a ja tu sama się starzeję. I bardzo mi Was brakuje - zwłaszcza w takie deszczowe, smętne wieczory kawiarniane... kap, kap. . ..