7 lutego 2013

minitraktat o smażeniu pączków

Ktoś nas dzisiaj zapytał: "opłaca się Wam to piec? [znaczy: mnie i mamie]". W sklepach można kupić za 0,45 zł." Cóż - nie wszystko da się przeliczyć na grosze - na szczęście. Bo jak przeliczyć taki zapach smażonych pączków? Emocje: wyjdą czy nie wyjdą? Wykipi dżem, nie wykipi? Płomień mniejszy czy większy? Ciasto dobrze wyruszane czy jeszcze nie? Ten kształt taki, a ten taki? I to ciepło w kuchni, i to jasne światło wobec rażącej bieli za oknem? I polewa czekoladowa na pączku - a to jest smak z mojego dzieciństwa: kiedyś takie właśnie pączki były w sklepie, takie przynosiła mi babcia (oczywiście moja polewa jest lepsza, z mlekiem w proszku). I ten czas spędzony z mamą, przeplatany rozmowami o wszystkim? Czy taki czas magiczny naprawdę można kalkulować? W sumie to żal mi tego, kto sądzi, że tak. Cudów nie trzeba szukać daleko - cudem jest to, że ciasto drożdżowe rośnie. Naprawdę cudnie to Ktoś wymyślił: takie zwykłe ciasto, a takie niezwykłe!

6 lutego 2013

już luty


Pięknie zaczął mi się luty. W sobotę wybrałam się na wystawę prac Przemysława Kołpaka (podobało mi się: chłopak ma pomysł, poczucie humoru, fajną kreskę - lekką i prostą - a wszystko to na tablecie. A rysować na tablecie wcale nie jest tak łatwo!), dla zabawy wzięłam udział w konkursie rysowania i... zajęłam pierwsze miejsce! :-) I wygrałam tablet! I mimo że nie było tam dużej konkurencji, to i tak się niesamowicie cieszę: nie rysowałam tak na poważnie od... dwóch lat? Samo w sobie doświadczenie było wspaniałe. Cóż, tak  więc moje postanowienie, że w nowym roku muszę "odkurzyć tablet" zaczęłam realizować. Nowy tablet, Bambo, jest maleńki, ale za to jaki czuły! Na razie go jeszcze obczajam, na razie rodzą się pomysły! 

Na blogu recenzyjnym ruszyłam w końcu w pierwszym cyklem: Interpretacje. Myślałam, że nigdy nie skończę tego tekstu. Pisanie idzie opornie, powoli. Chyba (wreszcie!) skończyłam redagować jeden wykład ks. Ł., teraz pracuję nad drugim i wciąż jest niejasny, wciąż nie pojmuję, czemu niektóre wątki pojawiły się tam, gdzie się pojawiły, co je łączy, co dzieli, jak mam sprawić, żeby były spójne. Dodatkową trudność sprawiają mi odwołania do filozofii, choć miałam z nią kiedyś do czynienia - ale jakże ogólnie, jakże fragmentarycznie, jakże to niewiele w porównaniu z precyzją myślenia doktora filozofii... Jestem za głupia. Ale dobrze, że chociaż ruszyłam z miejsca.  

Cieszą książki, które znalazłam w bibliotekach: "Zaświat przedstawiony. Szkice o poezji Bolesława Leśmiana" Głowińskiego - chorowałam na nią od dawna i "Dzienniki" Anne Frank. I zakładki indeksujące, które znalazłam w Aldiku - bardzo tanie: 5 zł (normalnie 7 lub 8 zł i o połowę mniej ich jest!). Trudno mi czytać i recenzować bez nich. Zapas mam duży! :) Od jutra rozpoczynam jednak intensywne wypieki: pączuszki muszą być, a potem babeczki. Przygotowujemy z mamą imprezę urodzinową dla brata, więc oczekujcie apetycznych zdjęć. A wczoraj przywędrowała do nas paczka z Krakowa, która niesamowicie mnie ucieszyła. H. przysłała nam prześliczne muzyczne foremki ♥. Sami zobaczcie, jakie cudne:
Nie mogę się doczekać ciasteczek! 
Ach, i mam nowy plan. Zdradzę, jak się uda, jak zdążę, jak dam radę.