6 lipca 2008

wierszem :)

w tym cieniu jest tyle słońca
że mogę całe oczy
zanurzyć w złotym bogactwie

w tym deszczu
jest tyle pogody
że mogę wysuszyć
mokre przylgłe do policzków włosy

w tym dniu jest tyle przyszłości
że ręce toną po łokcie
więc rękoma pełnymi dnia
mówię - kocham


[*H. Poświatowska*]


3 lipca 2008

przed obroną

Kropka i to ostatnia.
Praca magisterska i odpowiednie dokumenty już w sekretariacie. Obrona we wtorek. Prawidłowo: za tydzień od momentu złożenia pracy. Pierwsze miało być w piątek, ale okazało się (na szczęście), że pan recenzent nie zdąży  przeczytać mojej do piątku. Boję się
jak cholera - z jednej strony, z drugiej znowu jest mi już wszystko obojętne. Wiem, że niczego nie zmienię, że jak zrobiłam jakieś błędy w analizie, w wywodzie... to recenzent już się w nie uważnie wczytuje...
To moje pisanie na ostatnią chwilę, w pośpiechu, poprawianie, uzupełnianie, drukowanie do czwartej nad ranem w przeddzień oddania - to właśnie cała ja. Cała ja: studentka polonistyki. Przez pięć lat: jakiekolwiek pisanie na ostatnią chwilę,jakiekolwiek prace pisemne z licencjacką na czele - pośpiech, nerwy,syndrom ostatniego dnia (albo raczej nocy). Oleńka zawsze znajdzie czas na wszystko inne, gdy trzeba usiąść i pracować.
To było takie typowe, nie dziwi mnie. Wyrobiłam się, zdążyłam - zobaczymy z jakimi konsekwencjami.
Lubię siebie za to :)
Dzień przed oddaniem: trzeba kupić nowy toner do drukarki, ale wieczorem okazuje się, że nie pomyślałam o papierze (=kurs do wioski obok, dzięki Ci, Boże, że kuzynka ma sklep papierniczy...). Od rana chciałam pisać, ale jak przyszła burza, to nie mogłam włączyć komputera do prądu przez parę godzin. Promotor umówił się ze mną na 10:45 - a chcąc załatwić oprawę, zrobić zdjęcia, wypisać się z bibliotek i wydrukować dowód wpłaty - moimi najwcześniejszymi połączeniami autobusowymi przez kochaną Zakopiankę - nie zdążyłabym. Więc Marek bierze urlop i jedziemy samochodem. I biegamy. Cały dom postawiony na nogi. Paweł z Markiem tłumaczą mi streszczenie pracy na angielski. Gdy trzeba drukować stronę tytułową, nikt nie wie, jak jest po angielsku "metaforyka". Nie metafory, metaforyczny, tylko ta cholerna "metaforyka". Skąd mam wiedzieć, może jest, może nie ma, w końcu to pierwsza strona, głupio by było zrobić byka. Więc od 23:00 do 24:00 dzwonimy i piszemy do wszystkich nam znanych anglistów. Okazuje się, że nie ma takiego słówka v_v... Więc piszemy po prostu:
Metaphors in Halina Poswiatowska`s poetry...

Jeszcze podziękowania, jeszcze przypisy, jeszcze poprawki edytorskie.

Około drugiej w nocy:
-Marek.... ale nie będziesz na mnie zły...?
- No?:)
- Muszę jeszcze zrobić spis treści... _^_``...

...............
Cytując wysoce kunsztowny i oryginalny fragment z tekstu niejakiego Sz. Wydry (z którym na FZP zrobiłam sobie ze snobizmu zdjęcie :D) - "co ma być, to będzie" - a teraz zmykam się uczyć.
Gorąco...