15 lipca 2006

Szczęśliwa ^_^

Gdy wczoraj, w ciepłym i świeżym po deszczu (wreszcie...) wieczorze siedziałam pod parasolami jednego z podwórek na Kazimierzu, za mną rozlegały się gitary i śpiew Cyrkla, a dookoła radosny rozgwar ludzi znajomych, bliskich i tych znajomych tylko z widzenia (także w jakiś sposób bliskich...), nie mogłam uwierzyć, że wreszcie, ale to wreszcie mogę tak zupełnie, całkowicie, do głębi, całym sercem i umysłem (zwłaszcza:) odetchnąć i ze spokojnym sumieniem, bez śladów planów i zadań, które muszę wykonać, zaległości i ogonów paskudnych, tak uporczywie i natrętnie będących w ciągu tych trzech lat krakowskiego życia - wznieść toast za zakończone studia. Donoszę z radością i ulgą, że od wczoraj jestem panią licencjatką polonistyki!

...^_^...
Teraz mogę odpocząć. Nigdy jeszcze tak nie cieszyłam się wakacjami, jak w tym roku. W końcu mamy 15 lipca. Wysiłek koncentracji umysłowej przed obroną i ewentualnej nauki był heroiczny.

Pani dr M. Sz. jest niezwykłą osobą. Gdyby nie jej mobilizacja, nie obroniłabym się teraz. I ten jej uśmiech i entuzjazm, energia, które po spotkaniu z nią dodawały sił w siedzeniu nad tymi wszystkimi problemami dialektologiczno-historyczno-językowymi...:)

Ślęczenie po nocach nad ziarnkiem słowa, jak nad losami imperium....................
Dziękuję.
Olu, zadziwiłaś samą siebie...;-)

Pod parasolami, parasolami, czy też słońce, czy deszcz nad nami...:)
Wczoraj po deszczu pomiędzy nimi niebo było jasne. Nie wiem, co lubię bardziej: czy gdy Paweł śpiewa, czy jego teksty pomiędzy piosenkami:)) Kocham klimat jego koncertów:). Tawerna pod Jagnięciem to z pewnością było wyjątkowe miejsce. Ciągle się o tym przekonuję, rozmawiając z jej bywalcami.... Tego mi wczoraj trzeba było: Lipki...:)))
A Latającą Tawernę linkuję ^_--.

12 lipca 2006

mijam, mijasz...

W sercu zieleni do snu grają świerszcze, a księżyc swoim światłem gładzi wierzchołki drzew. Na moją dolinę opada woal nocy. Ziemia przystaje w miejscu. Tylko pochodnie nieba zapalają się jedna po drugiej i to ma oznaczać, że nasza dzienna gwiazda odeszła sobie już na drugą stronę świata. 
Kocham bezruch letnich zmierzchów, ich kojący chłód. To za każdym razem momenty wieczności. Momenty piękna. Za chwilę na firmamencie roztańczą się gwiazdy...
Może to robi się nudne, ale ja nie potrafię przestać zachwycać się światem...
W sercu zieleni jest miejsce na zachwyt i szczęście. Dziś wypełnia je niepokój i tęsknota.
Dlaczego wciąż się mijamy.
Dlaczego mijamy.

.........