Jakieś przygnębienie i senność, nieustanne senność i słabość, które każą mi przesypiać dni... Ale sen to jest też ucieczka. Już ja to znam... Kawa tylko parzona i już bez mleka. Pomaga. Próbowałam się przestawiać na wcześniejsze zasypianie i nie dosypiać w dzień, ale w nocy i tak nie mogłam spać. Straszny ten mój tryb życia. Muszę się jakoś wyregulować. Mała ilość snu sprzyja powstawaniu wolnych rodników (...cokolwiek to jest :-). I te ponure myśli - czy to jest wina tylko jakichś tam niekorzystnych warunków biocośtam i przesileń wiosennych, długiej zimy, braku słońca? Te przeczucia...
Literatura pomaga jak nigdy, choć Rzeczywistość momentami uporczywie wdziera się w powieściowe akapity i nie pozwala o sobie zapominać. I w sumie - chwała jej za to...
Za wiele bym chciała. Nie zasłużyłam sobie. A za to co mam, nie okazuję wdzięczności. Wiele ostatnio zrozumiałam i z wieloma rzeczami się pogodziłam. Ale niepokoją te podsumowania siebie i rozrachunki z przeszłością. To jak ostateczność, jak rozpamiętywanie, gdy już mało mamy czasu na przyszłość. Nie wiem, ile jeszcze go mam. I nie chcę wiedzieć.
I jeszcze dla kogoś: Wciągnęłaś mnie ostatnio do przepełnionego autobusu. Próbowałaś wchodzić do wszystkich drzwi i za trzecim razem udało nam się wreszcie przebić przez tłumy w wejściu, i znaleźć odrobinkę miejsca. W życiu bym do niego sama nie wsiadła. Przecież wiesz, jaka byłam zrezygnowana za trzecim podejściem. I w życiu nie pojechałabym sama w taką daleką podróż i w taki ponury dzień, i tak późno. Wróciłabym do akademika i ślęczała nad książką albo klawiaturą. A ta podróż wiele zmieniła. Jeszcze kilka takich podróży i może zmienić się jeszcze więcej. Dziękuję, Małgosiu. (...przepraszam za ten tajemniczy styl, ale o tej podróży nie potrafię inaczej mówić. Jeszcze nie.)
Literatura pomaga jak nigdy, choć Rzeczywistość momentami uporczywie wdziera się w powieściowe akapity i nie pozwala o sobie zapominać. I w sumie - chwała jej za to...
Za wiele bym chciała. Nie zasłużyłam sobie. A za to co mam, nie okazuję wdzięczności. Wiele ostatnio zrozumiałam i z wieloma rzeczami się pogodziłam. Ale niepokoją te podsumowania siebie i rozrachunki z przeszłością. To jak ostateczność, jak rozpamiętywanie, gdy już mało mamy czasu na przyszłość. Nie wiem, ile jeszcze go mam. I nie chcę wiedzieć.
I jeszcze dla kogoś: Wciągnęłaś mnie ostatnio do przepełnionego autobusu. Próbowałaś wchodzić do wszystkich drzwi i za trzecim razem udało nam się wreszcie przebić przez tłumy w wejściu, i znaleźć odrobinkę miejsca. W życiu bym do niego sama nie wsiadła. Przecież wiesz, jaka byłam zrezygnowana za trzecim podejściem. I w życiu nie pojechałabym sama w taką daleką podróż i w taki ponury dzień, i tak późno. Wróciłabym do akademika i ślęczała nad książką albo klawiaturą. A ta podróż wiele zmieniła. Jeszcze kilka takich podróży i może zmienić się jeszcze więcej. Dziękuję, Małgosiu. (...przepraszam za ten tajemniczy styl, ale o tej podróży nie potrafię inaczej mówić. Jeszcze nie.)